Spędziłam dzień w sukni od Ochocka Atelier !

Dzisiejszy wpis będzie nietypowy – ale wierzę, że spodoba Wam się taka forma bo mam w planie kontynuację. Suknia ślubna jest jednym z najważniejszych (jak nie najważniejszym!) zakupem na ślub. Każda kobieta chce czuć się w ten dzień wyjątkowo i pięknie – dlatego tak ważne jest wybranie sukni,
która podkreśli Waszą urodę, figurę i sprawdzi się przez kilka/kilkanaście godzin.

Trudne sprawy

Jak wspomniałam we wcześniejszym wpisie – praca przed obiektywem to dla mnie wyzwanie i walka stoczona z własną głową.  Oprócz mini sesji, którą już wam pokazałam, zrobiłyśmy z Gosią jeszcze jedną sesję tym razem byłam już bardziej świadoma tego co mnie czeka 😉 Wybierając suknię do sesji, kierowałam się swoim gustem i poczuciem estetyki – chciałam żeby suknia była romantyczna, zwiewna i delikatna. Przeglądając suknie u wielu projektantek, trafiłam na stronę Ochocka Atelier – i już widziałam że „MAMY TO”.  Szczerze mówiąc, wybór w atelier jest bardzo duży, ale nie będę ukrywała że kiedy zobaczyłam tył tej sukni wiedziałam już że tai żadna inna!

Kryteria sukni idealnej

Przejdźmy do konkretów – moim zdaniem, suknia na wesele w której macie ”być” parę lub paręnaście godzin musi być przede wszystkim wygodna i lekka. Wiadomo, że suknię dopasowujemy  pod Waszą sylwetkę, proporcje itd. Nie będę wchodziła w ten temat bo to kwestia bardzo indywidualna, a ja chcę podzielić się z Wami moimi odczuciami po założeniu sukni od Anny Ochockiej.

Lekkość bytu

Pierwsze wrażenie pod założeniu sukni to niesamowita lekkość – jakbym nie miała nic na sobie – szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie sukni na ślub odbywający się w letnim okresie,
która będzie ciężka. Poza tym spędziłam w sukni kilkanaście godzin – chodząc w niej po warszawskich ulicach, spacerując brzegiem Wisły a nawet zbiegając do metra! We wszystkich tych ”turbulencjach” sprawdziła się na medal!

Pani wygodnicka

Drugie kryterium wygoda – kolejna rzecz która oczywiście jest bardzo indywidualna, ale dla mnie dość istotna – suknia była w standardowym salonowym rozmiarze, więc wiadomo,
że nie była szyta i dopasowana pod moje wymiary, ale to nie przeszkodziło jej być wygodną. Wiem, że wygoda i suknia ślubna brzmią troszkę sprzecznie, ale zwracajcie uwagę aby nic Was nie uwierało/uciskało/nie denerwowało. W sukni spędzicie większość Waszego najpiękniejszego dnia! Jeśli przeszkadza Wam zabudowany dekolt , albo koronka w rękawie drapie to nie liczcie że w dniu ślubu nagle przestanie. Ja np. nie mogę mieć nic pod szyją – żadne golfy, kołnierzyki nie są dla mnie.

Miejskie przygody

Suknię sprawdziłam przez kilka godzin podczas sesji zdjęciowej na ulicach stolicy oraz w plenerze bezpośrednio nad brzegiem rzeki. Pogoda nam dopisywała, było słonecznie a pod wieczór wietrznie. Parokilometrowy spacer w sukni nie sprawiał problemów, w sumie czułam się jakbym była w sukience – tylko bardziej piękna! Zbieganie po skarpie nad brzeg Wisły, schody w metrze, siedzenie na drzewie to tylko niektóre pomysły, jakim poddałam suknię – przeżyła, wygląda dalej wspaniale a i mnie nie ”zmęczyła”. Wiem, że nasuwa Wam się pytanie a jak taniec – wierzcie lubi nie ale to też sprawdziłam! Spacerująca kobieta w sukni ślubnej ma wiele okazji do złapania ”pary” chociaż na chwilę 😉 Dbałość o detale w tej sukni to majstersztyk – koraliki, guziczki, pasma jedwabiu i przepiękne hafty – wszystko wykonane z precyzją. Bardzo podobał mi się pomysł na zapięcie sukni – malutkie guziczki na dole zapinane na dwa razy –
nic nie miało prawa się rozpiąć!

W tej sukni ważny jest także biustonosz- ja miałam cielisty oraz do zdjęć odkrytych pleców, po prostu zdjęłam – ale moja uwaga- jeśli macie mały biust, świetnie sprawdzi się biustonosz w formie miseczek mocowanych do sukni albo bezpośrednio do skóry. Przy większym biuście przyda się opcja z opuszczanym zapięciem.

A teraz zapraszam Was, na drugą odsłonę owocnego weekendu z Gosią i Agnieszką.

 

 

Dodaj komentarz


%d bloggers like this: