Now reading
Nowy Rok, nowa Ja – czyli jak schudnąć do ślubu

Nowy Rok, nowa Ja – czyli jak schudnąć do ślubu

Chcę schudnąć do ślubu!

To jedno z tych zdań, które często pojawia się w przygotowaniach panny młodej do ślubu.
Jeśli szukasz magicznego sposobu na zrzucenie zbędnych kilogramów, czy też poprawę sylwetki możesz zamknąć tą stronę – taki sposób nie istnieje!
Nie chcę uchodzić za specjalistę ani eksperta od odchudzania, przeciwnie daleko mi do tego, jednak trochę rozeznania w temacie gubienia zbędnych kilogramów mam, dlatego podzielę się z Wami.

Diet cud- cud, to będzie jak schudniesz!

Kapuściana, białkowa, kopenhaska, sokowa- czego ja nie próbowałam. Najlepsze efekty dawała dieta białkowa choć nie ukrywam, że monotonia jedzenia może zniechęcać- niemniej jednak nie będę Was absolutnie zachęcać do stosowania którejkolwiek z wymienionych. Jednak w chwili kiedy chcecie poprawić sylwetkę a macie mało czasu warto zastosować np. oczyszczającą dietę (tak aby pozbyć się zalegających pozostałości w jelitach) oraz trochę ”spłaszczyć” brzuch. A teraz mądrość życiowa do której doszłam po latach stosowania ”super diet” – tylko zdrowym odżywianiem oraz niestety aktywnością fizyczną dojdziecie do trwałych i pięknych efektów. Diety cud przynoszą krótkotrwały efekt- kiedy tylko wrócisz do swoich przyzwyczajeń (a wrócisz bardzo szybko wierz mi!) z nawiązką nadrobisz utracone kilogramy, ba możesz nawet zyskać bonusowe. Poza tym, szara cera, wypadające włosy, łamliwe paznokcie i wiele innych nie widocznych gołym okiem ”gratisów” – warto? Uważam, że nie!

Chodakowska czy bieganie? A może siłownia?

Ok, najważniejsze mamy już ustalone- aktywność fizyczna podstawą sukces
u. W czasach kiedy każdy ćwiczy i każdy jest fit mamy nieograniczone pole do wyboru sportu który przyniesie Wam wymarzone efekty.
Osobiście nie jestem fanką siłowni (aczkolwiek nie twierdzę że to zły sposób) ja po prostu zaczęłam od domowych ”wygibasów” z Ewą.
Ile ona usłyszała ode mnie ”miłych” słów to wie tylko mata do ćwiczeń, którą czasem rwałam ze złości 😉
Jeśli raczej nie byłyście do tej pory aktywne i nie zamierzacie wydawać majątku na trenera osobistego polecam Wam zacząć od aktywności w domu- nie będę Wam sugerowała żadnej trenerki,  ja po prostu polubiłam Chodakowską, dobrze mi się z nią ćwiczy, motywuje mnie, na pewno znajdziecie coś dla siebie.

W internecie jest bardzo dużo filmików dostępnych za darmo na youtube.com od których można zacząć swoją przygodę z rzeźbieniem ciała.
Zainteresowanych odsyłam tu: https://www.youtube.com/playlist?list=PL2qcW6qybA7oA9HSAoYO3AB_s7pAAs1Nz

Aby efekty były jak najlepsze przyda nam się porządne cardio- u mnie jest to bieganie, ale możesz jeździć na rowerze czy pływać.
Wybierz to co sprawi Ci przyjemność. Do biegania podchodziłam jak ”pies do jeża” – niby bym chciała, ale jak to zacząć? Przecież ja nawet kilometra nie przebiegnę,
będą się na mnie gapić i jak to tak wyjść i biec? Niby gdzie?
Jeśli też masz takie myśli zabierz ze sobą przyjaciółkę lub partnera- nie dość że zyskacie czas dla siebie to jeszcze nic tak nie łączy jak wspólne sportowe sukcesy – nawet jeśli to jest 2 km!

Dieta czyli przegłodzę się i będzie dobrze?

Kwestia diety to sprawa bardzo indywidualna-sama testowałam długo, co i jak powinnam jeść, a co ograniczyć.
Jeśli masz do zrzucenia sporą liczbę kilogramów, najlepiej jeśli po poradę i pierwszy jadłospis udasz się do dietetyka.
Osobiście długo testowałam co mi służy a co nie- i to też Wam polecam. Musicie słuchać swojego organizmu. Mi bardzo służy odstawienie mięsa i pieczywa – jem je sporadycznie w ramach ”nagrody” albo kiedy mam ogromną ochotę.  Przede wszystkim chciałabym też obalić mit ”nie jem po 18”- jeśli kończysz pracę późno, lub jesteś jak ja typową sową nie ma mowy żebyś do północy siedziała o wodzie – rzucisz się w końcu na wszystko co znajduje się w zasięgu ręki. Zasadą jest zjeść ostatni posiłek/przegryzkę ok 1,5-2h przed pójściem spać.

Co zrobić żeby osiągnąć sukces?

Co i jak zrobić, żeby w połowie stycznia nie zaniechać postanowień?
nie stawiaj sobie nierealnych celów – schudnę 20 kg to naprawdę masa pracy i czasu, nie da się tego osiągnąć w miesiąc.
nagradzaj się – motywująco działają wszelkiego rodzaju nagrody-kosmetyki, nowe ciuchy czy wyjazd do SPA – spraw sobie przyjemność w ramach wytrwania w postanowieniach
mierz się!- nic nie działa tak motywująco jak luźne ciuchy!
zrób sobie plan treningowy– ustal kiedy i co ćwiczysz- najlepiej zacznij od 3-4 treningów tygodniowo.
Stopniowo możesz zwiększać to do 5-6 dni  w tyg. Pamiętaj o dniu na odpoczynek!
odstaw dziwne napoje- soki z kartonu, gazowane świństwa – sama chemia i cukier to chyba jasne.
czytaj etykiety– większość oferowanych w sklepach produktów to cukier z cukrem oraz tablicą Mendelejewa- uważnie patrz na to co wkładasz do koszyka.
Ograniczenie cukrów naprawdę pomaga talii.
pilnuj posiłków– powiem szczerze, że pilnowanie 5 posiłków jest dla mnie wyzwaniem ale staram się zachować zdrowy rozsądek. Zawsze jem ciepłe śniadanie- zapakowana w pojemnik owsianka z owocami podgrzana w pracy – szybkie i proste a syci na długo.
– uwierz mi- MASZ CZAS. Każda wymówka jest dobra- pracując nawet po 12h dziennie da się zrobić trening- kwestia organizacji i motywacji.

Jeśli mi się udało (spójrz na zdjęcie poniżej:)) , uda się i Tobie – wierz mi! Grunt to skończyć z wymówkami i wiecznym ”od poniedziałku”.
Pomyśl co będzie za 2-3 miesiące jeśli zaczniesz już dziś? 😉 Gwarantuje Ci, że zobaczysz efekty!

2 komentarze

  1. Marta Styczeń 3, 2017

    Wlasnie na taka notke czekalam. Dziekuje Kasiu

    1. Kasia Styczeń 3, 2017

      ojej 🙂 Ciesze się! 🙂 <3 <3

Dodaj komentarz


%d bloggers like this: